515 094 997
cft@cft.pl
Rekordowe odszkodowanie za błąd medyczny

Sprawa o rekordowe odszkodowanie za błąd medyczny.Grażyna Garboś-Jędral prawomocnie wygrywa ze szpitalem przy Banacha 


5 milionów złotych - o takie odszkodowanie od niemal 10 lat walczyła Grażyna Garboś-Jędral z warszawskim szpitalem przy ul. Banacha. W 2012 r. kobieta wygrała z placówką przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Sąd Apelacyjny uznał, że odszkodowanie jest adekwatne do krzywdy poniesionej przez powódkę. Zmienił jednak datę, od której naliczone mają zostać odsetki oraz wysokość renty przyznanej od szpitala. Zgodnie z wyrokiem SA Samodzielny Publiczny Centralny Szpital Kliniczny przy ul. Banacha ma zapłacić powódce milion zł zadośćuczynienia z odsetkami liczonymi od września 2005 r. oraz ma jej wypłacać 6 tys. comiesięcznej renty, liczonej od 2005 r.
Według Garboś-Jędral to w sumie o kilkaset tysięcy mniej, niż zasądził jej w 2012 r. Sąd Okręgowy w Warszawie. Przyznał jej w sumie 5 mln zł zadośćuczynienia i odszkodowania (liczone wraz z odsetkami od 2004 r.). Tak czy inaczej, to jedna z najwyższych kwot zasądzonych w Polsce za błąd medyczny powodujący szkodę na zdrowiu pacjenta. Sprawa sądowa trwała w sumie dziewięć lat. 62-letnia dziś Grażyna Garboś-Jędral po tym, jak przez kilka lat pracowała w Samodzielnym Publicznym Centralnym Szpitalu Klinicznym przy ul. Banacha w Warszawie jako radca prawny - broniąc tamtejszych lekarzy w sprawach o błędy medyczne - w 2004 r. trafiła do niego jako pacjenta z zawałem serca. Z zawałem uporano się szybko i skutecznie, a mimo to kobieta opuściła szpital po 116 dniach jako kaleka, z I grupą inwalidzką, niezdolna do prowadzenia samodzielnej egzystencji. Winą za to obarczyła lekarzy. Najpoważniejsze zarzuty to m.in. wszczepienie do kręgosłupa salmonelli pokarmowej podczas wykonywania obwodowego znieczulenia, uszkodzenie błony śluzowej jelita grubego podczas wykonywania zabiegu lewatywy oraz przeprowadzenie dwóch operacji bez zgody pacjenta.
W ubiegłym roku Grażyna Garboś-Jędral po raz pierwszy zdecydowała się opowiedzieć o swojej sprawie w mediach. Zrobiła to w rozmowie z dziennikarzami Gazeta.pl. Nad materiałami do tej historii pracowaliśmy pół roku: rozmawialiśmy z lekarzami, ekspertami, analizowaliśmy zeznania sądowe, konfrontowaliśmy opowieść bohaterki z przedstawicielami szpitala i zeznaniami biegłych. Z samą panią Grażyną spędziliśmy dużo czasu w jej podwarszawskim domu. "Mówi głośno, gestykuluje żywo i nie stroni od mocnych słów. Co jakiś czas prosi, by zanotować, że któryś z lekarzy, którzy ją leczyli, to "straszne bydlę". Czasem walnie pięścią w stół, by podkreślić wagę tego, co mówi. A duża część tego, co mówi, jest po prostu wstrząsająca" - pisali nasi dziennikarze.
W listopadzie 2012 r. w sprawie pani Grażyny Garboś-Jędral zapadł wyrok w sądzie I instancji. Sąd Okręgowy w Warszawie przyznał kobiecie 2,5 mln zł, co z odsetkami złożyło się na 5 mln zł odszkodowania i zadośćuczynienia. To rekordowa rekompensata za błędy medyczne. Przyznając taką kwotę, sąd I instancji uznał, że jest ona jak najbardziej adekwatna w stosunku do błędów i zaniedbań lekarzy szpitala, które w opinii sądu doprowadziły do kalectwa Grażyny Garboś-Jędral.
Wtedy w uzasadnieniu napisano, że niepełnosprawność pani Grażyny jest wynikiem działań - albo braku działań - lekarzy szpitala na Banacha. Pobyt w tamtejszej placówce według sędzi zakończył się dla kobiety uszkodzeniem kręgosłupa, niedowładem kończyn, nieoperacyjną przepukliną, nieuleczalnymi problemami z trawieniem i wydalaniem, oraz utratą funkcji seksualnych.
Szpital odwołał się od wyroku. Adwokatka argumentowała, że SO nie uwzględnił części opinii biegłych lekarzy korzystnych dla placówki. Mówiła, że nie jest pewne, kiedy doszło do zakażania salmonellą, bo mogło to nastąpić jeszcze przed przyjęciem powódki do szpitala.
Firma ubezpieczająca szpital przyłączyła się w SA do sprawy jako tzw. interwenient uboczny (to uczestnik przystępujący do procesu, mający "interes prawny" w tym, aby dana sprawa była rozstrzygnięta na jej korzyść).
SA kilka razy odraczał rozprawę. Dziś w końcu zapadł wyrok. Zanim się to stało, Garboś-Jędral, która porusza się dziś z trudem o kulach, w emocjonalnym wystąpieniu zarzucała szpitalowi kłamstwa na jej temat. - Czekam od 10 lat na sprawiedliwość, a dziś słyszę, że w materiale dowodowym są braki - powiedziała.
SA przyznał dziś, że błędy lekarzy doprowadziły do kalectwa powódki. W uzasadnieniu wyroku sędzia Małgorzata Manowska powiedziała, że SO słusznie uznał, iż krzywda kobiety jest "bardzo duża", a jej rozmiar i sposób traktowania w szpitalu uzasadnia jej wysokie roszczenia. - W szpitalu był brud i była możliwość zakażenia salmonellą - dodała. Zarazem sędzia podkreśliła, że największe negatywne skutki dla powódki wywołało przebicie jelita grubego. - Nie zrobiono niczego, by zapobiec temu zdarzeniu - dodała.
Sędzia Manowska wyjaśniła, że wyrok SO zmieniono m.in. co do odsetek, gdyż za datę ich naliczania SA uznał przyznanie powódce renty inwalidzkiej w 2005 r., a nie sformułowanie jej roszczenia z 2004 r. W miesięcznej rencie przyznanej od szpitala SA zawarł koszt leków, które kobieta musi brać, koszty rehabilitacji, dojazdów na nią i odpowiedniego sprzętu, a także - utracone przez nią korzyści, które miałaby, gdyby cały czas pracowała.
Po wyroku kobieta, która niemal cały dzień spędziła w sądzie (wyrok ogłoszono ok. godz. 17), źle się poczuła. Była tylko zdolna powiedzieć, że SA "obciął" - według jej wyliczeń - ok. 900 tys. zł. Nie była już w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy złoży kasację do Sądu Najwyższego. Adwokatka szpitala powiedziała zaś, że złożenie takiej skargi przez stronę pozwaną zależy od dyrekcji szpitala.

Źródło: www.gazeta.pl

W CFT odszkodowania specjalizujemy się w dochodzeniu wszelkiego rodzaju odszkodowań. Prowadzimy sprawy na terenie całego kraju. Oferujemy kompleksową pomoc prawną, dogodne warunki finansowe i profesjonalne działanie.